Forum Polskiej społeczności w Wigan

Jako iż zamierzam się wkrótce przeprowadzić do miasta Wigan, postanowiłem założyć stronę internetową, która skupiała by polaków mieszkających w tym mieście. Strona znajduje się pod adresem www.wigan.com.pl.

Strona oferuje darmowe ogłoszenia, gdzie można zamieścić anonse typu: sprzedam, kupię, oddam darmo, można w podobny sposób ogłaszać swoje usługi. Na stronie użytkownicy mogą znaleźć interesujące porady dotyczące  ofert pracy, zakwaterowania, finansów, spraw związanych z miejscowością, wydarzeń, służby zdrowia, edukacji, motoryzacji.  Celem strony jest wzmocnienie integracji Polaków mieszkających w Wigan oraz okolicach. Za pomocą strony można zawrzeć nowe znajomości a także utwierdzić silne związki z polskością, przebywając za granicą.

Posted in Komputery i Internet | Leave a comment

Skracanie adresów internetowych

Niedawno natrafiłem na ciekawy serwis internetowy umożliwiający Skracanie adresów internetowych, mianowicie na www.mikrourl.eu. Strona jest szczególnie przydatna wszędzie tam, gdzie długość tekstu z przyczyn technicznych jest ograniczona:

  • w wiadomościach internetowych ciąg dłuższy niż jedna linia (zwykle do 80 znaków) może być pocięty na kilka linii przy wysyłaniu lub podczas wyświetlania (niektóre programy, niektóre interfejsy webowe)
  • wiadomości SMS zgodnie z nazwą mają ograniczoną długość i mogą być pocięte na kilka wiadomości przy wysyłaniu
  • opisy w komunikatorach mają ograniczoną długość przynajmniej dla wyświetlania
  • odsyłacz umieszczony w publikacji papierowej wymaga przepisania do przeglądarki, przepisanie bardzo długiego odsyłacza jest utrudnione i istnieje większa możliwość zrobienia błędu
  • w serwisach mikroblogingowych (np.Twitter,Blip)
  • w szkoleniach, prezentacjach i innych zastosowaniach, gdy konieczne jest zapamiętanie adresu – w tym przypadku, wystarczy że utworzymy adres skrócony w którym będzie występowało słowo kluczowe (wystarczy że będziemy pamiętać tylko to słowo a nie pełny, długi adres).

Prawidłowe postępowanie to skracanie jedynie w niezbędnych przypadkach i umieszczanie w miarę możliwości oprócz wersji skróconej również odsyłacza oryginalnego. Takie możliwości istnieją np. w wiadomościach internetowych, gdzie nawet mimo połamania cały oryginalny odsyłacz będzie widoczny i czytelnik będzie mógł się upewnić, że rzeczywiście chce przejść na daną stronę. Nie ma żadnego uzasadnienia, by stosować skrócone adresy w kodzie HTML.

Niektóre serwisy umożliwiają użytkownikowi wybór ciągu znaków, który identyfikuje URL (część skrótu po ukośniku). Dzięki temu można skonstruować skrót, który będzie łatwy do zapamiętania i będzie niósł choćby podstawową informację o docelowym pliku względnie serwisie. Z drugiej strony próba przekazania informacji może pociągać za sobą znaczne wydłuzenie skróconego linka, co pozbawia skrót jego jedynej zalety, jaką jest mała długość (mała liczba znaków).

Wadą skracania jest również uzależnienie możliwości otwarcia adresu docelowego od działania dodatkowych serwerów i łączy do nich. Po wygaśnięciu skrótu odnalezienie treści oryginalnej jest praktycznie niemożliwe, gdyż nie wiadomo, na jakim serwerze była umieszczona.

Zaletą zastosowania systemów skracających adresy internetowe jest możliwość uaktualniania, edycji adresów docelowych (w rozwiązaniach w których możemy posiadać indywidualne konto i zalogować się). Jeśli np. podamy skrócone adresy w publikacjach drukowanych, książkach to w przypadku, gdy zmienią się adresy docelowe, będzie można je uaktualnić. Dodatkowa funkcjonalność serwisu mikrourl.eu to liczniki lub statystyki zliczające ilość wywołań adresu URL. Funkcja jest dostępna po zalogowaniu.

Przykład długiego adresu:

http://www.rightmove.co.uk/property-for-sale/property-18651849.html?backListLink=%2Fproperty-for-sale%2Fmap.html

przykład skróconego adresu:

http://www.mikrourl.eu/ciekawy_dom

Posted in Komputery i Internet | Leave a comment

Knowsley Safari Park

Mieszkam już dwa lata w mieście Warrington. Jednak dopiero dzisiaj odwiedziłem bardzo ciekawe miejsce, które znajduje się niedaleko mojego miasta. Tym miejscem jest Knowsley Safari Park.

Do odwiedzin zachęcił mnie darmowy bilet wstępu, jaki dostałem od mojego operatora telefonu komórkowego za doładowanie konta. Zabrałem dwójkę swoich znajomych i ruszyliśmy w trasę. Odwiedzałem już wcześniej ogrody zoologiczne, jednak to miejsce okazało się dużo ciekawsze i dostarcza zupełnie innych emocji. Samochodem można przejechać przez sam środek wybiegu dla lwów, małp, strusi, nosorożców, różnych bawołów i innych rogatych zwierząt.

Najsympatyczniejszymi zwierzętami są małpki, które zawsze wskakują na samochody i poprzez szybę zaglądają do samochodu. Uwielbiają się bawić wycieraczkami, więc radzę je jakoś zabezpieczyć lub wymontować przed wjazdem. Umieściłem kilka zdjęć w swoim albumie jak by ktoś chciał zobaczyć: Warrington Forum – aczkolwiek’s Album: Knowsley Safari Park

Mimo lekko wygiętej tylnej wycieraczki, którą szybko wyprostowałem bardzo polecam to miejsce. Dodam, że to tylko 15 mil z Warrington.

Posted in Wielka Brytania | Leave a comment

Absurdy ubezpieczeń samochodowych w Anglii

Swego czasu miałem w polsce samochód – byłem dumnym posiadaczem fiata cinquecento. Jeśli chodzi o cenę ubezpieczenia to wszystko było proste: cena zależała od pojemności silnika, wieku kierowcy, ilości lat zniżek za bezwypadkową jazdę. Bodajże żaden inny czynnik nie wpływał na cenę.

Po upływie prawie czterech lat w Zjednoczonym Królestwie jej królewskiej mości, mógłbym prawie książkę napisać na temat ubezpieczeń samochodowych w tym kraju. W tym czasie jeździłem już trzema pojazdami z kierownicą po prawej stronie. Ceny ubezpieczeń na wyspach zależą od prawie 30 czynników, są wielokrotnie wyższe niż w Polsce, a przy wycenie ubezpieczenia czasami często jest dostrzec jakąkolwiek logikę.

  1. Cena ubezpieczenia zależy od porównywarki, przez którą się kupi ubezpieczenie. Na początek wspomnę o porównywarkach ubezpieczeń. Przed wyborem ubezpieczyciela na pewno powinno się skorzystać z jednej ze stron takich jak: moneysupermarket.com, confused.com, gocompare.com. Tam po wprowadzeniu wszystkich danych zostanie sprawdzona cena ubezpieczenia w ok 120 ubezpieczalniach. Super narzędziem jest taka porównywarka, jednak nie rozumię jednej rzeczy: dlaczego cena ubezpieczenia w tej samej firmie zależy od tego w której z wyżej wymienionych stron prowadzi się porównanie? Dla 10-letniego Audi A4, po wprowadzeniu tych samych danych w moneysupermarket.com i confused.com wychodzi 40 funtów taniej w tej drugiej porównywarce. Dlaczego tak jest? nie wiadomo.
  2. Stawka ubezpieczenia zależy od zawodu jaki wykonujesz. Z jednej strony ma to jakiś sens. Są zawody wymagające częstych podróży i kontaktu z klientem, z drugiej strony wiele zawodów wymaga tylko dojechania do zakładu pracy. Ale zastanawiające jest to że np: budowlaniec(builder) ma ubezpieczenie dużo droższe niż tynkarz(plaster), choć to prawie ta sama praca. Mam też kolegę, który zajmuje się planowaniem tras ciężarówek dla sieci magazynów. Teoretycznie może wpisać jako swój zawód „transport clerk”, „route planner clerk”, lub po prostu „clerk”. Za każdym razem cena ubezpieczenia wygląda inaczej. Istnieje też tzw. „grupa zawodów godnych zaufania”. Osobom należącym do tej grupy firmy ubezpieczeniowe oferują ubezpieczenia po niższej stawce niż innym. Do tej grupy można zaliczyć np: lekarzy, dentystów, policjantów, nauczycieli.
  3. Stawka ubezpieczenia zależy miejsca gdzie samochód jest zazwyczaj zaparkowany. Do wyboru tutaj mamy cztery opcje: garaż, podjazd przed domem, ulica, parking. Wydawać by się mogło, że ma to jakiś sens. Bardziej prawdopodobne jest spowodowanie wypadku przez osobę, która mieszka na ulicy w ciasnej zabudowie szeregowej i codziennie musi męczyć się podczas próby zaparkowania pod domem. Osoba, która ma podjazd lub własny garaż takiego problemu nie ma. Również jeśli mówimy o ubezpieczeniu od kradzieży, to większe jest ryzyko kradzieży pojazdu zaparkowanego na ulicy niż tego, który jest zamknięty w garażu. Jednak wbrew jakiejkolwiek logice w Wielkiej Brytanii najwięcej za ubezpieczenie zapłaci osoba, która swój pojazd przechowuje w garażu, nieco taniej będzie miała osoba parkująca samochód na podjeździe, najtaniej zaś będzie miała osoba parkująca samochód na ulicy. Wynika z tego, że Firmy ubezpieczeniowe w cwany sposób podchodzą do sprawy: „Skoro stać cię na przestrzenny dom z garażem to stać cię na to żebyś zapłacił więcej za ubezpieczenie”.
  4. Samo obowiązkowe ubezpieczenie third party(czyli nasze polskie OC) jest droższe od „third party, fire and theft”(czyli OC + od pożaru i kradzieży). Za bardzo nie widzę tutaj jakiejkolwiek logiki, ale po prostu tak jest.
  5. Cena ubezpieczenia w wielu ubezpieczalniach zależy od ilości mil które zamierzasz zrobić w ciągu najbliższego roku. Choć ciężko jest przewidzieć ile się będzie jeździło to nawet ma to jakiś sens. Wiadomo, że jak ktoś jeździ dużo to znaczy że jest większe ryzyko wystąpienia wypadku. Myślę, że przeciętnemu kierowcy wystarczy ok. 5000-6000 mil rocznie. Jeśli podamy, że robimy ponad 10000 mil rocznie, to cena nieźle idzie w górę.
  6. Stawka ubezpieczenia zależy od stanu cywilnego. Najdrożej mają osoby samotne(single). Osoby zamężne/żonate mają taniej. Ubezpieczalnie najwyraźniej wychodzą z założenia, że osoba ustabilizowana życiowo jeździ bezpieczniej, jest osobą bardziej odpowiedzialną, nie prowadzi samochodu pod wpływem alkoholu. OK, ma to sens.
  7. Cena ubezpieczenia zależy od tego jak długo mieszka się w tym kraju. W tym też nie widzę żadnej logiki. Faktem jednak jest że osoby urodzone w Wielkiej Brytanii mają ubezpieczenie o ok. 10% tańsze niż osoby krótko przebywające w tym kraju.

Cóż mogę na ten temat powiedzieć, podsumowując ten artykuł: Przed zakupem ubezpieczenia  należy zrobić dobre rozeznanie w porównywarkach internetowych, sprawdzić różne warianty i uważać by nie dać się nabić w butelkę. Ooczywiście nie polecam kłamać, gdyż podczas wypadku pewne kłamstwa mogą wyjść na jaw.

Posted in Wielka Brytania | Leave a comment

Aplikacja do monitorowania pozycji w Google

Od kilku lat zajmuję się tworzeniem stron internetowych. Czynność, jaka niewątpliwie wiąże się z tym zadaniem to pozycjonowanie stron internetowych pod określone frazy kluczowe.

Optymalizacją stron www i pozycjonowaniem zajmuję się mniej więcej od półtora roku i muszę przyznać, że odnoszę już dość spore sukcesy w tej dziedzinie. Wiele stron stworzonych przeze mnie osiąga szczytowe pozycje w Google oraz w innych wyszukiwarkach.

Z upływem czasu ilość pozycjonowanych przezemnie fraz ciągle rosła i w związku z tym zaczął pojawiać się problem: jak w prosty sposób monitorować pozycje tych stron w Google? Oczywiście, że wpisywanie po kolei wszystkich fraz, które staram się utrzymać na wysokiej pozycji w okienko wyszukiwania Google, nie wchodzi w rachubę ze względu na czasochłonność. Zacząłem rozglądać się za jakimś programem, który prowadził by za mnie monitoring pozycji wybranych fraz.

Od dłuższego już czasu korzystam z wersji on-line systemu monitoringu słów / fraz kluczowych dla stron, które pozycjonuję – www.seo-stat.pl. Poza wersją on-line istnieje również wersja off-line o nazwie SEO Stat mini, który szybko przypadł mi do gustu, ze względu na prostotę obsługi z jednej strony, a z drugiej strony zaś ze względu na ogrom dodatkowych opcji, jakie ta aplikacja oferuje i które są niezbędne dla każdej osoby zajmującej się pozycjonowaniem stron.

Najciekawsze funkcje programu:

  • możliwość sprawdzania pozycji  w Google.pl, Google.com (w wersji premium również Google.de, Google.co.uk, Google.es, Onet.pl, Bing.pl, NetSprint.pl i inne),
  • Możliwość wyboru „głębokości” sprawdzania pozycji (np do 10, 20, 30, 50, 70, 100 pozycji).
  • Dostęp do parametrów domen takich jak: Google Site, Google Page Rank, Yahoo Back Links, Alexa Rank i inne.
  • Możliwość ustawienia harmonogramów codziennych, tygodniowych i miesięcznych. W każdym momencie mamy dostęp do wszystkich raportów historyczych.
  • Możliwość obliczania cen dla fraz w zależności od pozycji oraz generowania raportów PDF, XLS i CSV. SEO Stat mini umożliwia śledzenie na bierząco, zarobków z wypozycjonowanej frazy
    Co to oznacza dla osoby zajmującej się SEO?
    Przy dodaniu frazy, możemy ustalić np. że za pozycje 50-21 bierzemy 20zł, za pozycje 21-11 – 50zł, za pozycje 10-4 – 150zł, a za top 3 czyli pozycje od 3 do 1 – 300zł.
    Przedziały każdy ustala INDYWIDUALNIE. Może to być nawet 20-19, 18-17, 16-15… itd.
    Statystyki każdego dnia liczą, ile w danej chwili byśmy zarobili. Dodatkowo dodana została ocena naszych postępów tzw. „Wydajność” – czyli ile na chwilę obecną zarobiliśmy w stosunku do naszej max. kwoty.
    Wykres z zarobkami, każdego dnia – danego miesiąca, z zaznaczoną linią max. zarobku.

Program jest dostępny za darmo na stronie producenta: http://mini.seo-stat.pl/ w dwóch wersjach, 32 i 64-bitowej. Wersja darmowa oferuje możliwość monitoringu do 5 serwisów oraz do 25 fraz i zawiera reklamy. Dla bardziej wymagających użytkowników istnieje również wersja premium. Dodać mogę również, że aplikacja mimo ogromu opcji, które program już posiada, ciągle jest rozwijana. Co kilka tygodni producent programu wdraża nowe ciekawe funkcje.

Kilka screenów z programu:


Rys. 1. Okno główne programu


Rys. 2. Raport pozycji dla określonych fraz kluczowych


Posted in Komputery i Internet | 1 Comment

Torrenty.org – usunięcie konta

Chciałbym przestrzec innych użytkowników przed założeniem konta w serwisie torrenty.org. Przy założeniu konta wymagane jest obecnie wysłanie SMSa za 9 zł + VAT. Powiedzmy, że OK – zawsze cenie bardziej serwisy, programy płatne, ponieważ zakładam, iż pobieranie opłaty za członkostwo zawsze przyczynia się do lepszego rozwoju produktu, bardziej przyjaznemu interfejsowi użytkownika, rozwojowi oferty itp.

Jak się okazuje – nic bardziej mylnego. Okazuje się, że zgodnie z regulaminem, który akceptowałem, właściciele serwisu mogą moje konto usunąć już po dwóch miesiącach bez logowania się. Jak dowiadujemy się z regulaminu serwisu jest to spowodowane „Tworzeniem miejsca dla nowych użytkowników”. Kim są półgłówki, któzi coś takiego wymyślili? Rozumiem kasowanie konta po bardzo długim okresie np: po 2-3 latach, ale już po 2 miesiącach? Czy taka „długa” nieaktywność kwalifikuje się do usunięcia konta? Czym jest to „miejsce dla nowych użytkowników”? Zarejestrowany użytkownik to przecież tylko kilka kilobajtów danych w bazie danych i koszt utrzymywania takich danych jest praktycznie zerowy. Ba, powiem więcej, takie dane można wykorzystać np: do wysyłania newslettera lub ofert serwisów powiązanych i jeszcze na tym zarabiać. Jaki jest więc kasowania kont już po 2 miesiącach? Czy właściciele serwisu na prawdę uważają, że jeśli komuś po dłuższej nieaktywności skasują konto to ta osoba wyśle SMSa za 9 zł+VAT ponownie? na prawdę wątpię…

No fakt, sobie zarzucić mogę jedną rzecz: nie czytam regulaminów, dodam że nie pierwszy raz. W końcu kto je czyta, zważywszy na fakt, iz zawierają zazwyczaj po kilka-kilkanaście stron.

Posted in Komputery i Internet | Leave a comment

Protest przeciwko wysokim cenom paliw

Dzisiaj w pracy powiedziano nam, żebyśmy zatankowali samochody do pełna po pracy, ponieważ na stacjach benzynowych może niebawem zabraknąć paliwa z powodu rozpoczętego właśnie protestu przeciwko wysokim cenom paliw. Kierowcy ciężarówek i farmerzy zablokowali dzisiaj wyjazd z rafinerii w Ellesmere Port, żądają obniżenia akcyzy na paliwach o 24 pensy i zamierzają blokować rafinerię dopuki ich żądania nie zostaną spełnione. Artykuł: BBC News – Fuel protesters’ Ellesmere Port oil blockade bid.

Może to tylko sianie paniki, jednak swój samochód zatankowałem żeby nie mieć problemów z transoprtem do pracy. Zobaczymy co z tego będzie.

Posted in Wielka Brytania | Leave a comment

Wracaj do Polski – czyli kłody pod nogi

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2010. Naszły mnie na wspomnienia sprzed dwóch lat, kiedy to postanowiłem „na stałe” wrócić do Polski, po półtora roku pobytu w królestwie jej wysokości Elżbiety II.  Przyznam byłem wtedy młody, głupi, naiwny, pełen nadziei na lepsze jutro w naszej kochanej Rzeczypospolitej. Nie przypuszczałem nawet, że mój powrót „na stałe” potrwa tylko 6 miesięcy.

Rok 2008 wielu Polaków zapewne zapamięta jako rok pewnych wątpliwości. W magazynie w którym pracowałem dość sporo rodaków, którzy nie zapuścili tutaj głębszych korzeni  miało rozterki czy tutaj nadal zostać czy może wrócić do Polski. Wszyscy podkreślali że „kiedyś”, gdy tu przybyli funt kosztował 6,80 zł a dziś kurs wymiany spadł do 4 zł i co będzie dalej? Dla wielu osób przestało się opłacać utrzymywać rodzinę w Polsce. Bezrobocie w Polsce z 20% jakie było „kiedyś” spadło w ciągu kilku lat do 8,5%. W krótkim czasie również znacząco wzrosły też zarobki w Polsce. Wielu Polaków w UK zadawało sobie coraz częściej pytanie: „Co ja tu robię?”.  Z tamtych czasów zapadła mi w pamięci propagandowa strona internetowa www.wracajdopolski.pl (z tego co widzę strona nadal istnieje w wersji mniej propagandowej), na której wyraźnie można było przeczytać o niskich kosztach utrzymania w Polsce i o drożyźnie w Wielkiej Brytanii, o kwitnącej polskiej gospodarce i perspektywach rozwoju w Polsce itp.

Tak więc podjąłem tę decyzję: Wracam!! Mam skończone studia, Po półtora roku pobytu udało mi się odłożyć kilka tysięcy funtów, mam w Polsce dużą rodzinę, masę znajomych, więc ktoś na początku na pewno pomoże. Powinno być dobrze.

W pracy złożyłem wypowiedzenie, sprzedałem samochód, załatwiłem wszelkie inne drobne formalności, i w końcu dwa dni przed wigilią 2008 upragniony wyjazd. Wrócić postanowiłem razem z kolegą z mojej wioski, który na Boże narodzenie wybierał się samochodem do Polski.

Po przejechaniu 1500 km dotarliśmy w końcu na polską granicę. Tutaj też zakończył się komfort jazdy po autostradzie. Pechowy okres, przed Bożym Narodzeniem na tą malutką dwupasmową dróżkę w jednym momencie zjechało się mnóstwo samochodów z całej europy. Pamiętam jak klęliśmy, stojąc w tym korku. Próba znalezienia drogi alternatywnej przez nawigację też się nie powiodła zazwyczaj kończyło się to na wyprowadzeniu nas na któryś z dojazdów budowanego odcinka autostrady A4 i trzeba było wracać z powrotem. Przejazd krótkiego odcinka ok 30 km do Bolesławca zajął nam bodajże 5 godzin!! Eh, nieważne…

Urzędy pracy.

Święta szybko minęły, więc nowy etap życia w Polsce postanowiłem rozpocząć od zarejestrowania się w pobliskim Powiatowym Urzędzie Pracy(Głubczyce – południe woj. Opolskiego). Dowiedziałem się tam również że z tego względu że przepracowałem półtora roku za granicą może mi przysługiwać zasiłek dla bezrobotnych. Trzeba tylko z Wielkiej Brytanii załatwić tzw. formularz E301, potwierdzający okres mojego zatrudnienia. Zarejestrowałem się więc na początek jako osoba bezrobotna bez prawa do zasiłku, oraz skontaktowałem się z HM Revenue w sprawie tego formularza.

Proces poszukiwania pracy rozpocząłem jednak we Wrocławiu, w którym mieszkał mój brat. Bez wątpienia w takim dużym mieście jest zawsze dużo więcej możliwości. Z tamtego okresu zapadła mi w pamięci moja pierwsza wizyta we Wrocławskim Powiatowym Urzędzie Pracy, gdy wybrałem się przejrzeć oferty pracy. Przed wejściem zaczepił mnie pewien pan, wyglądający jak osoba bezdomna:

– mistrzu, idziesz się może zarejestrować jako bezrobotny?

– nie – odpowiedziałem – idę tylko przejrzeć oferty pracy. A dlaczego pan pyta?

–  no, bo mam do odsprzedania dobre miejsce w kolejce za 20 zł – oparł przemiły pan -  W środku stoi kolega, który jest bodajże 3 lub 4 w kolejce.

Wybuchłem śmiechem. W ten sposób zarabiać na bezrobotnych?  Jednak wchodząc do środka zrozumiałem, że gdybym miał tutaj się rejestrować to bym z pewnością zapłacił te 20 zł. Cały parter, pierwsze i drugie piętro oraz klatka schodowa to była jedna wielka kolejka do rejestracji.

Na czwartym piętrze znajdowały się oferty pracy. Tutaj też się trochę rozczarowałem, jeśli chodzi o sposób prezentacji ogłoszeń. Zwykła płyta do której pinezkami przyczepione są karteczki z ofertami pracy. Na górze każdej tablicy informacja „uprzejmie prosimy nie zrywać ogłoszeń”. Wśród różnych ofert pracy znalazłem dwie które mnie zainteresowały. Niestety, na ogłoszeniu nie było danych kontaktowych do pracodawcy, tylko informacja, że aby poznać więcej szczegółów odnośnie tej oferty, należy się udać do pokoju (bodajże) 603. Minąłem ogromny tłum ludzi i chwilę później znalazłem się pod drzwiami pokoju 603. Tutaj uświadomiłem sobie, że ten tłum, który minąłem to jest kolejka do pokoju 603! Ustawiłem się na końcu, trzeba będzie poczekać. Kolejka posuwała się dość sprawnie i po upływie jedynie 2 godzin znalazłem się we wspomnianym pokoju.  Jakie było moje zdziwienie gdy uprzejma pani poinformowała mnie, że nie może podać mi danych do pracodawcy, ponieważ nie jestem zarejestrowany jako bezrobotny we Wrocławskim Urzędzie Pracy, tylko w jakim innym. Dodatkowo ciśnienie podniosło mi się, gdy dowiedziałem się, że we Wrocławiu nie mam możliwości zarejestrowania się jako bezrobotny, ponieważ nie jestem w tym mieście zameldowany.  Kto w Polsce wymyślił te dziwne przepisy i rozwiązania? Kolejka do pokoju 603 to jakiś niepotrzebny absurd! Każdy, kto korzystał z usług brytyjskiego Jobcentre bardzo szybko zauważy różnicę. Brytyjskie urzędy pracy są ukierunkowane na pomoc w znalezieniu pracy, a polskie z tego co widzę zajmują się „urzędnikowaniem”. W UK w każdym Jobcentre miałem do dyspozycji ekrany dotykowe do wyszukiwania ofert pracy z możliwością wydrukowania interesujących ogłoszeń, a w rogu darmowe telefony aby skontaktować się z pracodawcą. Eh, nieważne….

Wynajęcie lokum.

Po kilku tygodniach pomieszkiwania u brata postanowiłem wynająć jakieś własne lokum. Wynajęcie mieszkania w takim drogim mieście nawet nie wchodziło w rachubę. Koszt kawalerki o powierzchni ok 30 m2 wahał się w granicach 1200 do 1400 zł + koszt rachunków. W cenie 400 do 700 zł można było natomiast wynająć pokój. Na taką opcję więc się zdecydowałem. Po kolei dzwoniłem na wszystkie interesujące mnie ogłoszenia. Najczęstsza odpowiedź to była taka, że ogłoszenie jest już nieaktualne, mimo iż zostało wystawione 15-30 minut temu. Kolega, który miał już kilka lat doświadczenia z wynajmowaniem pokoi doradził mi, że jeżeli chcę coś ciekawego znaleźć to trzeba włączyć serwis ogłoszeniowy i co chwilę odświeżać stronę. Zazwyczaj jak się jakaś oferta pojawi w rozsądnej cenie to zaraz znika. Dostosowałem się do porady. Dzięki temu przez kilka następnych dni udało mi się oglądnąć kilkanaście pokoi. Na tym etapie odbywa się zazwyczaj tzw. casting (jak to nazywają mieszkańcy Wrocławia). Wygląda to mniej więcej jak rozmowa kwalifikacyjna o pracę. Właściciel lokum zadaje potencjalnemu najemcy masę pytań odnośnie stanowiska na którym pracuje oraz zarobków i stabilności zatrudnienia, zadaje pytania odnośnie dotychczasowego miejsca zamieszkania oraz dlaczego potencjalny lokator opuścił poprzednie miejsce zamieszkania. Informuje o tym, że za nic w świecie nie zgodzi się na zameldowanie lokatora, ponieważ może mieć przez to niepotrzebne problemy. Stawia również swoje wymagania(które zresztą są zrozumiałe) typu cisza, spokój, porządek, pieniądze z góry przed rozpoczęciem każdego miesiąca. Następnie jeżeli potencjalny lokator wyrazi zgodę na wszystko zostanie dopisany do listy oczekujących. Wybrana osoba zostanie poinformowana telefonicznie o tym że szczęśliwie przeszła „casting”.

Dopiszę jeszcze listę pomieszczeń, które miałem okazję oglądać, które to z kolei niektórzy właściciele potrafią nazywać „pokojem”.  Mianowicie:

  • komórka w której mieści się tylko łóżko,
  • trochę odrestaurowane pomieszczenie w piwnicy, gdzie nad łóżkiem wisi bojler oraz rury centralnego ogrzewania,
  • pomieszczenie bez okna zaadoptowane na pokój,
  • szerszy korytarz przez który mogą przechodzić inni współlokatorzy.

Dopiszę jeszcze kilka ogłoszeń „perełek”, które zapadły mi w pamięci:

  • zadbany pan po 40 wynajmie pokój atrakcyjnej studentce w zamian za „pewne przysługi”,
  • do wynajęcia dolna część łóżka piętrowego w pokoju trzyosobowym,
  • do wynajęcia łóżko w pokoju trzyosobowym. Dwie pozostałe osoby to małżeństwo(wiek: 24 i 23 lat). Jeżeli ci to nie przeszkadza to dzwoń. Niska cena.

Na szczęście po ok 2 tygodniach poszukiwań udało mi się znaleźć pokój na stancji w rozsądnej cenie(500zł). Po uczestnictwie w niejednym castingu, godzinach spędzonych na odświeżaniu stron z ogłoszeniami, kilometrach spędzonych w korkach w celu oglądnięcia lokalu zacząłem tęsknić za Anglią, gdzie to lokal czeka na najemcę a nie najemca na lokal. Eh, nieważne….

Rejestracja samochodu.

Kupiłem okazyjnie samochód, cena niska, jednak pojazd wymaga kilku drobnych napraw. Brat jest mechanikiem, więc naprawa drogo nie wyszła. Zostaje tylko zarejestrować autko. Nie mogę tego zrobić we Wrocławiu, gdzie mieszkam z oczywistych względów: nie jestem zameldowany w tym mieście. Muszę więc jechać 200 km na południe i tam załatwiać wszelkie procedury. Może to nawet i lepiej, ponieważ dowiedziałem się od znajomych z Wrocławia, że we Wrocławskim Wydziale Komunikacji są takie kolejki, że lokalni „dorabiacze kolejkowi” biorą po 50 zł za dobre miejsce w kolejce. Zapłacić trzeba, ponieważ nawet jeśli wstaje się wcześnie rano, to do godziny 14:00, kiedy to zamykają się drzwi nie da się załatwić wszelkich formalności. Tak więc rejestrowałem moje autko w Głubczycach, gdzie ze względu na miejsce zameldowania siłą rzeczy przynależę. Ok. godziny w kolejce do okienka, wypełnienie wniosku, zdanie starych tablic, druga kolejka do kasy. Tutaj lista opłat:

–12 zł – dowód tymczasowy,

–80 zł – tablice rejestracyjne,

–12 zł – nalepka na szybę,

–53 zł – dowód rejestracyjny.

Następny ważny krok to wycieczka do urzędu skarbowego. Jak wiadomo, każdy nowy posiadacz pojazdu wzbogacił się, więc powinien zapłacić podatek od wzbogacenia. Nie ważne że kupiłem swój samochód za 3500 zł, według obowiązującego katalogu który mieli w tym urzędzie mój samochód był warty 4800 zł. Podatek wynosi 2% tej kwoty, czyli 96 zł. Po zapłaceniu tej kwoty jeszcze raz trzeba się było ustawić w kolejce w wydziale komunikacji przedstawić dowody uiszczenia wszelkich opłat, odebrać tablice i dowód tymczasowy. Całość udało mi się załatwić w ok. 3,5 godziny. Po upływie ok. miesiąca znowu musiałem wybrać się w podróż 200 km, żeby wymienić dowód tymczasowy na stały. Nawet nie chce mi się porównywać tego całego procesu do angielskiego procesu rejestracji pojazdu, gdzie kupujący ani sprzedający nie płaci ani centa za zarejestrowanie, gdzie tablic w samochodach nie trzeba wymieniać, a nowy dowód rejestracyjny przychodzi po prostu pocztą do domu. Eh, nieważne….

Urzędy pracy – ciąg dalszy.

Pod koniec lutego 2009 przyszedł mi w końcu list z HM Revenue z moim formularzem E301. Mogę w końcu udać się do urzędu pracy i udokumentować mój okres zatrudnienia w Wielkiej Brytanii. Niedługo prawdopodobnie dostanę zasiłek dla bezrobotnych – pomyślałem sobie. Dopiero miało się okazać jak bardzo się myliłem. Powiatowy Urząd Pracy odesłał formularz do Wojewódzkiego Urzędu Pracy, który to zajmował się wypłacaniem takich zasiłków. Dwa tygodnie później dostałem telefon z Wojewódzkiego Urzędu Pracy z informacją, że nie zgadza się jedna kwestia: mianowicie na moim formularzu E301 widnieje informacja, że pracowałem do 30 grudnia 2008, natomiast również 30 grudnia 2008 zarejestrowałem się jako bezrobotny. Sprawę trzeba było wyjaśnić w Powiatowym Urzędzie Pracy. Skontaktowałem się z HM Revenue dlaczego w taki sposób zostało wydane mi to zaświadczenie, skoro zakończyłem pracę jeszcze przed świętami.  Okazało się, że miałem kilka dni niewykorzystanego urlopu, który został mi wypłacony jako jeszcze jedna tygodniówka i został zakwalifikowany jako okres zatrudnienia. OK, niech będzie i tak. Tę informację przekazałem konsultantowi w Powiatowym Urzędzie Pracy. Wszystko trzeba było jakoś odkręcić. Konsultant nie do końca wiedział co zrobić, więc wezwał kierowniczkę, ta z kolei wezwała dyrektorkę Urzędu Pracy. Cała trójca miała naprawdę twardy orzech do zgryzienia: czy moja wcześniejszą rejestrację uznać za nieważną na podstawie wprowadzenia błędnych danych? Czy może ja powinienem się wyrejestrować na własną prośbę bez prawa do zasiłku i zarejestrować się od nowa z prawem do zasiłku? Czy jest jakaś opcja przesunięcia dat? Jeśli rejestrację uznać za nieważną to co zrobić ze składkami do ZUS, które Urząd Pracy płacił za mnie  przez ostatnie dwa miesiące? Po upływie pół godziny i przestudiowaniu jakiejś księgi z przepisami zapadła decyzja: muszę się zarejestrować ponownie z aktualną datą (czyli 3 marca 2009) jako data rejestracji. Z racji tego, że z ostatniego miejsca pracy zwolniłem się na własne życzenie to zasiłek dostanę dopiero po trzech miesiącach. Usłyszałem jeszcze od jednej z pań „że nie trzeba było oszukiwać”. Zabrzmiało to tak jak bym miał jakiś interes w tym, aby mój okres zatrudnienia naciągnąć o jeden tydzień. W sumie nie wiem po co się od nowa zarejestrowałem. Urząd pracy na tablicy ogłoszeń miał tylko trzy lokalne oferty pracy, reszta to fachowe oferty zagraniczne. Do rozdysponowania tych trzech ofert pracy cały sztab specjalistów: konsultantów, szkoleniowców, kierowników i dyrektorkę.  Eh, nieważne…

Poszukiwania pracy.

Od samego momentu przyjazdu do polski moim priorytetem było znalezienie pracy. Nie będę tutaj się rozpisywał o setkach wysłanych podań o pracę oraz CV. Mimo skończonych studiów składałem podania na różne stanowiska: od ciężkich prac fizycznych po bardziej fachowe i specjalistyczne stanowiska, bardziej odpowiednie dla moich kwalifikacji. Odpowiadałem na ogłoszenia w prasie, internecie, odwiedzałem również niektóre firmy osobiście z pytaniem o pracę. Średnio raz lub rzadko dwa razy w tygodniu trafiła się jakaś rozmowa kwalifikacyjna, zakończona stwierdzeniem „Dziękujemy za zainteresowanie naszą firmą. Po zakończeniu rekrutacji skontaktujemy się z wybraną osobą ”.

Wspomnę jeszcze o kilku ciekawszych ofertach pracy na które się natknąłem:

  • W pewnym urzędzie moje CV wylądowało w koszu, ponieważ pod obowiązkową formułką, którą trzeba zamieścić w polskich CV o treści „wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych[...]” nie było mojego podpisu. W związku z tym moje podanie o pracę nie spełniało „wymogów formalnych”. Rozumiem, że to jest oczywiste, że trzeba tam złożyć podpis!
  • Pewien znany dystrybutor prasy zaproponował mi stanowisko pracy na magazynie, jednak warunek konieczny był taki, abym przez tydzień popracował za darmo bez żadnej umowy. Jeżeli okaże się, że jestem dobrym pracownikiem to po tygodniu podpiszemy umowę. Grzecznie podziękowałem.
  • W pewnej firmie z Wrocławia podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytano mnie czy gdybym się zdecydował dla nich pracować, to czy mógłbym założyć sobie działalność gospodarczą i wtedy jak by była praca to by mi coś zlecili. Podziękowałem.
  • Podczas wypełniania formularza aplikacyjnego u jednego z inwestorów z Korei w podwrocławskich Kobierzycach wdałem się w rozmowę z portierem. Opowiedział mi co nieco o zakładzie pracy do którego składam podanie. Otóż płacą niewiele ponad minimalną krajową, co pół roku zwalniają ok 30% najwolniejszych pracowników a zatrudniają nowych. Atmosfera pracy podobno jest fatalna. W takim drogim mieście jak Wrocław ciężko jest znaleźć pracowników za tak niskie pieniądze, więc wielu pracowników autokarami dowożą aż spod Wałbrzycha oraz z północy woj. Opolskiego. Za wynajęcie autokarów płacą urzędy pracy.

Mimo wszystko podanie złożyłem. Żadnej odpowiedzi się jednak nie doczekałem.

  • Jeszcze w innej firmie do której poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko pracownika administracyjnego, okazało się że zamiast rozmowy jest od razu przyuczenie do stanowiska pracy. Razem ze mną na szkoleniu było jeszcze chyba  z 10 osób. Uczono nas technik manipulacji klientem oraz jak „wciskać” dekodery Cyfry+ osobom starszym. Nie udało mi się dotrwać do końca szkolenia. Jakoś w trakcie się zabrałem do domu.

Ciekawym wyznacznikiem sytuacji na rynku pracy w Polsce jest portal infopraca.pl, gdzie można zarejestrować swoje CV i list motywacyjny a następnie jednym kliknięciem składać podanie na wybrane stanowisko. Przy każdej ofercie pracy znajduje się licznik mówiący o tym, ile osób złożyło podanie na dane stanowisko.  Z tego co pamiętam to na fachowe stanowiska (np.: programisty PHP na które składałem) było zazwyczaj od 15 do 50 osób na jedno miejsce. Na jakiekolwiek stanowisko w biurze zazwyczaj było po 150 do 500 podań. Zapadła mi też w pamięci jedna oferta pracy w agencji wynajmu mieszkań w której pracodawca płacił coś ok 1300 brutto, nie wymagał doświadczenia, oferował przeszkolenie. Na tę ofertę zgłosiło się ponad 2000 osób. Doszedłem do wniosku, że pracodawca bez wątpienia przepłaca, skoro aż tyle chętnych ma na tę posadę. Eh, nieważne…

Zacząłem wątpić w możliwość znalezienia pracy w Polsce. Z nostalgią wspominałem Wielką Brytanię, gdzie przyjeżdżając nawet z kiepskim językiem angielskim, w ciągu tygodnia znalazłem pracę. W momencie utraty jednym zakładzie w ciągu kilku dni potrafiłem znaleźć zajęcie w innym miejscu. Po przeglądnięciu moich kalendarzy z roku 2007 i 2008 wychodzi na to, że byłem bezrobotny tylko 5 dni po przyjeździe, 4 dni w styczniu 2008 oraz 2 dni we wrześniu 2008.

Powrót na wyspy.

Mijały dni, tygodnie, miesiące. Pod koniec maja 2008 było to już pół roku od momentu powrotu do Polski. Wtedy też podjąłem decyzję o powrocie na wyspy. Przyznam że podejmując tę decyzję miałem pewne wątpliwości. W telewizji mówiło się o tym że Stany Zjednoczone oraz Zachodnia Europa jest głęboko pogrążona w kryzysie. Podawano, że jedynie Polska jest na tle europy tzw. „Zieloną Wyspą”. Myślałem wtedy „Skoro w Polsce – zielonej wyspie jest tak ciężko znaleźć pracę, to co dopiero w Wielkiej Brytanii”. Obawiałem się, że dostępne będą tylko najcięższe stanowiska za stawkę minimalną. Moje wątpliwości szybko się jednak rozwiały. Po na „stare śmieci” i tygodniu poszukiwań, udało mi się znaleźć pracę w magazynie w dodatku za stawkę znacznie przekraczającą stawkę minimalną. Po miesiącu pracy, gdy znalazłem lepiej płatne stanowisko zmieniłem pracę.

Posted in O mnie | Leave a comment

Historia miasta Warrington

Odkąd sięgam pamięcią zawsze interesowała mnie historia miejsca w którym mieszkam. Często się zastanawiam jak wyglądało życie naszych przodków, w czasach kiedy mnie jeszcze na świecie nie było. Jako że los „rzucił” mnie do Warrington, przedstawiam krótkie streszczenie historii tego miasta.

Warrington został założony przez Rzymian w ważnym miejscu przeprawy na rzece Mersey. Nowe osadnictwo ustanowili Sasowie w średniowieczu. Warrington w tamtym czasie ze względu na połączenie dwóch brzegów rzeki wyróżniał się jako ważne miejsce handlowe. Lokalna tradycja produkcji włókienniczej i narzędzi codziennego użytku sięga właśnie tamtych czasów.

Ze względu na strategiczne położenie miasto odegrało ważną rolę jako punkt koncentracji wojsk podczas angielskiej wojny domowej (1642–1651). Stacjonowały tutaj wojska zarówno Olivera Cromwella, jak i Hrabiego Derby. Popularna legenda głosi, że Cromwell  zamieszkiwał obok „The Cottage Restaurant”, który przetrwał do dnia dzisiejszego na Church Street. Pub „Marquis Of Granby” nosi tablicę pamiątkową, informującą że Hrabia z Derby mieszkał obok tego miejsca. Krążą pogłoski mówiące, że wgniecenia w ścianach pobliskiego kościoła zostały spowodowane przez artylerię z czasów wojny domowej.

W sposób szczególny na rozwój miasta wpłynął w XVIII wieku rozwój żeglugi po Mersey. Największy rozwój i urbanizację Warrington zawdzięcza rewolucji przemysłowej, jaka miała miejsce w całym kraju w XIX wieku.  Miasto stało się w tym czasie centrum produkcji stali (w szczególności drutów), tkanin, piwa, rozwinęło się garbarstwo oraz przemysł chemiczny. Właściwości nawigacyjne rzeki Mersey zostały poprawione, a miasto przeżywało swój rozkwit.

W trakcie II wojny światowej Warrington był jedną z największych baz(o ile nie największą) brytyjskich wojsk powietrznych(RAF) w kraju. Był też największą bazą amerykańskich sił powietrznych, usytuowaną poza granicami USA. Baza została ostatecznie zamknięta w 1993r.

Przemysł ciężki zaczął zanikać w latach ’70 i ’80 XX wieku. Jednak rozwój nowych dzielnic miasta, doprowadził do znacznego wzrostu zatrudnienia w przemyśle lekkim, dystrybucji i technologii.

O Warrington zrobiło się głośno 20 marca 1993 r., kiedy bojownicy Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA) zdetonowali dwie bomby w centrum miasta Warrington. W wyniku wybuchu zginęło dwoje dzieci: 3-letni Jonathan Ball zginął na miejscu, 12-letni Tim Parry zmarł pięć dni później w szpitalu. Około 56 innych osób zostało rannych, cztery poważnie. Ich śmierć wywołała powszechne potępienie organizacji odpowiedzialnej za akt terroryzmu.

Colin Parry, ojciec zabitego Tima Parry’ego założył Centrum Pokoju (Pełna nazwa: Tim Parry Jonathan Ball Peace Centre) w ramach kampanii mającej na celu pogodzenie zwaśnionych stron w konflikcie. Centrum otwarto w siódmą rocznicę zamachu bombowego w 2000 roku. Colin Parry i jego rodzina nadal mieszkają w tym Warrington.

Posted in Wielka Brytania | Leave a comment